Tymczasem brody ciągle w modzie



ZZ Top na swojej najnowszej płycie „La Futura” grają w taki sam wspaniały sposób jak w latach 70. I nie jest to wcale konstatacja oczywista.

Słynni brodacze (dwaj) i wąsacz (jeden) w żadnym bowiem wypadku nie tłuką od 40 lat na tę samą modłę. Przecież po drodze – zwłaszcza w latach 80. – przeprowadzili wiele muzycznych eksperymentów, dodając do swoich piosenek trochę elektroniki, czy dyskotekowego bicia. Niektóre doświadczenia wyszły im kiepsko, inne nieźle, ale większość tego co najlepsze pozostawili w latach 70. A teraz do owych korzeni wracają. Och, jakże raduje się me serce! Niezwykle chwytliwe riffy Billy’ego Gibbonsa, mięsisty bas Dusty’ego Hilla, prawdziwie rockowa perkusja Franka Bearda, teksty o pieniądzach, kobietach i samochodach, wyczuwalny aromat Południa Stanów Zjednoczonych, słynnego stylu Tex-Mex. Jest prawie tak doskonale jak na ziztopowej perełce z 1973 r., czyli „Tres Hombres”.

Takie są moje szczere odczucia, w związku z czym niezwykle zdziwiły mnie oświadczenia, jakoby „La Futura” (zgodnie zresztą z tytułem) miała być miksem tradycji z nowoczesnością – tej drugiej bowiem raczej nie dostrzegałem. A tymczasem ona ciągle tam była, tylko dobrze ukryta. Ot, taki na przykład kawałek „I Gotsta Get Paid” okazał się coverem utworu… hip-hopowego. Przyznam, że nie domyśliłbym się, gdybym tego gdzieś nie przeczytał. Jednym zdaniem: owłosieni panowie z Teksasu wykorzystali nowoczesność na tyle delikatnie, że nie razi ona fanów dawnych dokonań zespołu (zgłaszam się! tu jestem!), a być może ma szansę przyciągnąć paru nowych brodo-wielbicieli. Gratulacje dla nich i dla producenta – znanego z takich zagrań Ricka Rubina. Jedyne co im w moim mniemaniu nie wyszło, to załamania rytmu i zatrzymania w kawałku „Consumption”. Według Micheala Hanna z The Guardian brzmi to jak rzężący silnik samochodu. Dla mnie to sztuczny, nieudany eksperyment (a poza tym „Consumption” zbyt przypomina inny, swoją drogą świetny, utwór z tej samej płyty, czyli „Chartreuse”).


Tak czy owak „La Futura” okazuje się jedną z dwóch, trzech najlepszych płyt w historii zespołu. Jednocześnie świeżą i konserwatywną. Utwory takie jak „Gotsta Get Paid”, „Heartache in Blue” (ta harmonijka!), czy „Chartreuse” są znakomite, a reszta piosenek przynajmniej dobra. Słucham tej płyty już n-ty raz i wcale nie jestem znudzony. Czego życzę i wam. Niech żyją brody!

OCENA:

pomysł: 3,5 | teksty: 3,5 | melodie: 4,5 | aranżacja: 4,5

Źródła zdjęć: zztop.com, artistpicturesblog.com

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Długoteksty i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Tymczasem brody ciągle w modzie

  1. Dawidsu pisze:

    Myślę, że owa nowoczesność objawia się m.in. różnymi hałasami w I Gotsta Get Paid i wspomnianym już zakasłanym rytmie w Consumption (słyszałem jak na razie tylko połowę płyty). No, ale jak się zastanowić, takie rzeczy to nic nowego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s