Przytuła & Kruk w Café Szafé



Mała scena w kawiarni i dwóch mężczyzn. Jeden z akustyczną gitarą, drugi bez niczego. To ma być koncert? Owszem. I to bardzo dobry.

Tomek Kruk – władca gitary dobro

Bartek Przytuła i Tomek Kruk, bo tak się owi panowie nazywają, generalnie rzecz ujmując grają klasycznego, akustycznego bluesa. Niektórzy pewnie w tym miejscu przestaną czytać artykuł, ale ode mnie chłopaki dostali za to plus dziesięć punktów jeszcze przed rozpoczęciem grania. A kiedy już zabrzmiały pierwsze nuty? Muszę przyznać, że z początku było „nieźle”, a może nawet „średnio”. Muzyka była dość niewyraźna, a dialogi Przytuły i Kruka wyglądały na dość wymuszone.

Szybko jednak doszło do zmiany klimatu. Panowie rozgrzali się, a publiczność przestała skupiać uwagę na kuflach i zaczęła wyraźnie interesować się tym, co dzieje się na scenie. A działo się dużo. Przytuła i Kruk mają w swoim repertuarze całkiem sporo piosenek autorskich, w pamięć zapadły mi zwłaszcza dwie: „Save My Soul” oraz „Landlord”. Muszę przyznać, że tę druga początkowo potraktowałem jako „jakiś folkowy standard, którego nie znam”, co świadczy o umiejętnościach kompozytorskich Tomka Kruka zdecydowanie pozytywnie. Tak naprawdę jednak najwięcej mojego uznania zyskał ów duet grając covery takie jak „Caldonia” (wykonywany niegdyś przez genialnego Louisa Jordana), „Jitterbug Swing”, czy „Ice Cream Man” (tutej film z innego koncertu).

Bartek Przytuła – wirtuoz filiżanki z herbatą

To w trakcie tych utworów było najwyraźniej widać umiejętności Kruka i Przytuły. Ten pierwszy radzi sobie z dobro i gitarą akustyczną jak gdyby był Murzynem po co najmniej dziesięcioletnim stażu na plantacji (nie dane mi było niestety usłyszeć go na banjo, ale pozwalam sobie założyć, że i z tym instrumentem nie ma większych problemów). Z kolei Przytuła ma nie tylko naprawdę dobry wokal, ale i całkiem nieźle wymiata na harmonijce (oraz na kazoo!). I jeszcze jedno: obaj panowie potrafią być okrutnie (czasem w sposób dosłowny) zabawni.

Reasumując: jest porządny blues, jest pomysł na sięgnięcie wprost do źródeł, są umiejętności, są chęci, jest kontakt z publicznością… to był naprawdę dobry koncert! Co więcej, pan Przytuła i pan Kruk (do spółki z panem laptopem) starali się go zarejestrować, więc niewykluczone, że będziecie kiedyś mieli okazję go usłyszeć – w formie audio, z płyty, czy innego internetu. Tak naprawdę jednak polecam raczej udanie się na najbliższy koncert. Przytuły i Kruka słucha się bowiem bardzo przyjemnie, ale pełnię satysfakcji daje dopiero możliwość jednoczesnego zobaczenia ich na scenie. Oraz przebywania w jednym pomieszczeniu z ludźmi o  t a k i e j  pasji.

Źródło zdjęć: własne

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Długoteksty i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s