Wojna po brytyjsku



Brytyjskie rzeczy są generalnie spoko. Język, akcent(y), drużyny piłkarskie, samochody… A przede wszystkim muzyka. Najbardziej natomiast brytyjskim z brytyjskich zespołów jest The Kinks. O czym by nie zaśpiewali i czego nie grali – słychać, że to z drugiej strony Kanału. Na przykład na płycie „Arthur (Or the Decline and Fall of the British Empire)” śpiewają o wojnie. Drugiej światowej. I wychodzi im to tak świetnie, że o mamo.

Początkowo nagrywane przez Kinksów w 1969 r. piosenki miały być częścią składową telewizyjnego przedstawienia. Fabuła miała kręcić się wokół postaci niejakiego Arthura Morgana, zawiedzionego życiem w powojennej Anglii, postanawiającego wyemigrować do Australii. Całe przedsięwzięcie nie udało się i ostatecznie fani otrzymali tylko płytę. Płytę, która jest raczej concept albumem, niż rock operą – choć utwory są ze sobą powiązane tematycznie, to całej historii dowiadujemy się dopiero po przeczytaniu książeczki dołączonej do krążka. Nie zmienia to jednak oczywiście faktu, że jest to krążek wybitny – bo tak naprawdę nie opisuje jednej postaci, a całe brytyjskie społeczeństwo.

Rozpoczynamy od utworu „Victoria” (może on być niektórym znany z covera, którego dokonali trzy lata temu The Kooks). Ray Davies śpiewa o tym jak wspaniała jest Wielka Brytania – sięga do XIX wieku, do epoki wiktoriańskiej – wszystko to jednak podszyte jest smutną ironią („Choć jestem biedny, to przecież wolny; gdy dorosnę – będę walczył i umrę za ten kraj”). Rockowa gitara miesza się z instrumentami smyczkowymi. Potem, zgodnie z zapowiedzią, trafiamy w sam środek walk. W „Yes Sir, No Sir” bohater bezwzględnie zgadza się wykonywać rozkazy przełożonego, choć w „Some Mother’s Son” widzi okropieństwo wojny (nie będę się bawił w nieumiejętnego przekładanie tego na język polski – posłuchacie sami). Jeśli chodzi o muzykę, to nie tylko każdy utwór jest inny od poprzedniego, ale ciągłe zmiany aranżacji sprawiają, że każdy z nich składa się jak gdyby z kilku mniejszych. Słucha się tego wyjątkowo przyjemnie.


Wojna się kończy, ale nie kończą się problemy. Bohater najwyraźniej próbuje od nich uciec – udaje się na przejażdżkę samochodem („Drivin'”), marzy o zamieszkaniu w Australii i surfowaniu „tak, jak to robią w USA” („Australia”), o własnym, komfortowym domu („Shangri-La”). Powojenne lata w Wielkiej Brytanii nie sprzyjają jednak spełnianiu marzeń – panuje bieda („She’s Bought A Hat Like Princess Marina”), z powodu reglamentacji trudno kupić jedzenie, a co dopiero piękny dom. Dodatkowo bohaterowi przeszkadza „syndrom Rambo”, a więc ciągłe wspomnienia związane z wojną, wyprany mózg – „wyglądasz jak człowiek, ale nie masz już własnego umysłu” („Brainwashed”). Ciągle słyszy słowa Winstona Churchilla, które Kinksi w zmyślny sposób wpletli do utworu „Mr. Churchill Says” (na marginesie: w utworze w znakomity sposób wykorzystano dźwięk syreny alarmowej).

Choć poruszone tematy brzmią nieprzyjemnie, to ostateczna wymowa płyty nie jest bardzo pesymistyczna. Radosne nuty we wspomnianym „She’s Bought a Hat…” można jeszcze traktować jako ironię, ale już w wieńczącym płytę kawałku „Arthur” cały zespół śpiewa wyraźnie: „Arthur, we like you, and want to help you. Somebody loves you, don’t you know it?”. Bo choć życie z pewnością nie jest łatwe, to przecież można na nie popatrzeć z brytyjskim przymrużeniem oka i iść dalej, prawda? I tak też opisują rzeczywistość Kinksi – nie unikają trudnych tematów, ale dalecy są od dekadencji. A przede wszystkim robią z tego wszystkiego fantastyczne piosenki. Na płycie „Arthur” nie ma  a n i   j e d n e g o  słabego kawałka. A już słuchanie całego albumu to naprawdę rzadka przyjemność. Od wspominanej aranżacji, przez dopracowane, wpadające w ucho melodie i niewątpliwie oryginalne teksty, aż po samą ideę albumu. The Kinks to zespół niezbyt znany w Polsce – zachęcam do rozpoczęcia przygody z nim od tej właśnie płyty.

OCENA

pomysł: 5 | teksty: 4,5 | melodie: 5 | aranżacja: 4,5

Źródła: consequenceofsound.net, coverdude.com, revrock.blogspot.com

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Długoteksty i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Wojna po brytyjsku

  1. Tommy pisze:

    Cześć!

    Cieszę się, że napisałeś coś o The Kinks. Moim skromnym zdaniem jest to najbardziej niedoceniana kapela w historii. Tym większy żal, że tak niewielu fanów w Polsce. A co do brytyjskich rzeczy; nie tylko muzyka, język, futbol czy samochody są spoko. Uwielbiam też ich humor, kryminały, pogodę etc.

    Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s