Pięć gatunków, które wymyślili Beatlesi



Gdyby nie Beatlesi to… To, kurde, nie wiem co. Cała dzisiejsza muzyka wyglądałaby po prostu inaczej. Tytuł tego zestawienia to poniekąd skrót myślowy (popularny zwrot), ale nawet jeśli któregoś z wymienionych gatunków muzycznych Beatlesi de facto nie wymyślili, to na pewno znacząco przyczynili się do jego rozwoju. O jakie nurty konkretnie chodzi? Ano takie…

Hard rock (no i metal jakiś w sumie też)

Gdzieś na przełomie 1967 i 1968 roku Paul McCartney przeczytał opinię pewnego dziennikarza, który uznał utwór „I Can See for Miles” The Who za najcięższy („the heaviest”) jaki miał okazję słyszeć. Paul postanowił, że tak dalej to nie będzie i napisał „Helter Skelter” – kawałek po pierwsze znakomity, a po drugie rozpoczynający nową erę w historii rocka. Myślę, że nawet dzisiaj, a więc po ponad 40 latach, możecie przerazić niejedną staruszkę puszczając „Helter” na odpowiednich głośnikach (do czego oczywiście nie zachęcam).


Merseybeat (big beat)

Na początku lat 60-tych Liverpool był chyba najważniejszym portowym miastem Anglii. Dlatego młodzi liverpoolczycy – w przeciwieństwie do reszty kraju – mogli liczyć na w miarę regularne dostawy instrumentów oraz winyli z amerykańską muzyką. Wkrótce, w zasadzie z połączenia skiffle z rock and rollem, ukształtował się tam gatunek nazywany merseybeatem (od rzeki Mersey), którego ikoną okazali się właśnie Beatlesi. I co z tego? Ano to, że gdyby nie merseybeat, to nie byłoby później tzw. british invasion, a więc niesamowitej popularności Rolling Stonesów, wspominanych The Who, The Kinks, czy The Animals. Być może nie ukształtowałby się też (czy też raczej nie zdobył takiej popularności) standardowy po dziś dzień skład zespołu rockowego, t.j. gitara prowadząca, gitara rytmiczna, bas i perkusja.


Rock progresywny

Coś dla fanów King Crimson, Pink Floyd, Yes, Electric Light Orchestra i innych Van Der Graaf Generatorów. Gdyby nie Beatlesi, to słuchalibyście teraz zupełnie czegoś innego. No serio. Gdzieś od płyty „Rubber Soul” (1965), a już na pewno od „Revolver” (1966) John, Paul, George i Ringo zaczęli zdecydowanie odchodzić od grania „prostego rock and rolla” – zarówno ich teksty jak i melodie stawały się coraz bardziej wysublimowane, zaczęli eksperymentować z sekcjami smyczkowymi, dogrywaniem coraz to kolejnych ścieżek, puszczaniem ich od tyłu, wykorzystywaniem nagrań „pozamuzycznych” (jeśli nie wiecie co mam na myśli mówiąc „pozamuzycznych” posłuchajcie „Revolution #9”). Chyba wszyscy wymienieni na początku akapitu artyści przyznawali się do inspiracji twórczością Beatlesów i jeśli sięgniecie np. po „I Am the Walrus”, to zdacie sobie sprawę, że nic w tym dziwnego.


Rock (i nie tylko rock) psychodeliczny

Na początek parę słów wyjaśnienia – sformułowanie „muzyka psychodeliczna” jest teraz okrutniczo nadużywane. Po pierwsze: nie każdy utwór traktujący o narkotykach lub napisany pod ich wpływem jest psychodeliczny. Po drugie: nie każda „dziwna”, odstająca od głównego nurtu muzyka jest muzyką psychodeliczną. To pierwsze to raczej acid rock, to drugie – po prostu awangarda. Co to więc takiego ta muzyka psychodeliczna? Ano taka, która traktuje o euforycznej, ponadprzeciętnej wrażliwości na wszelkie bodźce, zwłaszcza te przyjemne. Żeby nie bawić się w akademickie teoretyzowanie, czas na przykład: „Itchycoo Park” Small Faces (polecam zwłaszcza wsłuchać się w tekst). Niektórzy są pewnie zdziwieni. Trudno. Tak czy owak przejdźmy do sedna: i na tym polu Beatlesi popchnęli muzykę popularną o kilka lat do przodu. Dobrym tego przykładem jest poniższe „Lucy in the Sky with Diamonds”.


Britpop

Britpop. Czyli pieruńsko szerokie pojęcie, w zasadzie pewnie ze 3/4 brytyjskiej sceny muzycznej od początku lat 90-tych począwszy. Do inspiracji Beatlesami przyznają się niemal wszyscy, od Radiohead, przez Blur i Oasis, po Coldplay. Nawiązań można się doszukiwać w aranżacjach, tekstach, melodiach… Ale po co bawić się w doszukiwanie – na potwierdzenie beatlesowskich korzeni współczesnej muzyki brytyjskiej mamy tak twarde dowody, jak seria coverów piosenek tego wybitnego zespołu z Liverpoolu. Miłego słuchania i do następnego artykułu.


Źródło zdjęcia: thebeatles.com

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Pięciozbiory i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Pięć gatunków, które wymyślili Beatlesi

  1. traffix pisze:

    nie da się zgodzić co do rocka psychodelicznego, albowiem sgt. pepper wyszedł dość długo (jak na ówczesne realia) po debiucie Hendrixa i Doorsów

    • patykowy pisze:

      To ja może, zamiast wdawać się w szerszą dyskusję, zacytuję po prostu fragment z wstępu do tego artykułu

      „Tytuł tego zestawienia to poniekąd skrót myślowy (popularny zwrot), ale nawet jeśli któregoś z wymienionych gatunków muzycznych Beatlesi de facto nie wymyślili, to na pewno znacząco przyczynili się do jego rozwoju.”

      Mam nadzieję, że wszystko już jasne. ;) Dodam jeszcze może, że byłbym daleki od wyznaczania początków beatlesowskiej psychodelii na „SPLHCB”. Można szukać już dwa lata wcześniej, ale żeby nie popaść w zbytnią względność i nie rozpoczynać akademickiej dyskusji, podam przykład tylko o rok wcześniejszy, ale za to oczywisty – „Rain” (1966).

  2. Tommy pisze:

    Zawsze trudno mi z Tobą polemizować, ale ufam, że ze względu na przyjaźń odniesiesz sie do mojego komentarza ze zrozumieniem. Utworem, który uważam za protoplastę hard rocka jest ‚You Really Got Me’ Kinksów. Moim skromnym zdaniem właśnie od tego kawałka, z jego słynnym rifem, rozpoczyna się historia cięższego grania. Jestem wielkim fanem The Beatles, to kapela mojego życia, ale ‚Helter Skelter’ nigdy nie lubiłem. Moim zdaniem jest to dowód, że Macca świetnie sprawdzał się jako autor genialnych ballad i przebojowych melodii, ale niekoniecznie rasowy rockman. Tyle w temacie sympatycznej polemiki dwóch przyjaciół, miłośników muzyki :)

    • patykowy pisze:

      Specjalnej polemiki nie będzie, bo chociaż trudno mi jednoznacznie stwierdzić, czy (skądinąd wspaniałe) „You Really Got Me”, to pierwszy kawałek proto-hard-rockowy, to już w zupełności zgadzam się z tobą, że „Helter Skelter” jakiegoś jednego, wyraźnego przełomu nie stanowi. Miałem na myśli jedynie fakt, że Beatlesi tym utworem (a także innymi) pomogli ukształtować coś, co stało się hard rockiem. Stąd też taka informacja we wstępie do artykułu: „nawet jeśli któregoś z wymienionych gatunków muzycznych Beatlesi de facto nie wymyślili, to na pewno znacząco przyczynili się do jego rozwoju”.

  3. etriganix pisze:

    Bardzo fajny tekst, przyjemnie się czytało, chociażby po to, aby zauważyć, iż z tezą zgodzić nie można:) Spory o to kto, co, jak i czy na pewno pierwszy są, no cóż, jałowe, można było jednak zamienić w tytule „wymyślili” na „grali” i skróty myślowe byłyby niepotrzebne. Pozdrawiam i tak trzymać:)

  4. Ukasch pisze:

    Apropos metalu – myślę, że „I Want You (She’s So Heavy)” nie powstydziłoby się samo Black Sabbath.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s