SuperSzyc i WonderNatasza versus Niezniszczalny Lenin z Kosmosu



Można iść na film „1920 Bitwa warszawska” z różnym nastawieniem: szukając quasi-dokumentu do cna wiernego historycznym realiom, licząc na interesujący wątek romansowy, oczekując głębokich psychologicznie sylwetek bohaterów, żądając mocnego kina batalistycznego, przepowiadając zaskakujące zakończenie… Można. Niestety każda z tych prób skończy się zawodem, a najpewniej i ciężką frustracją. Jest jednak pewien sposób by z kina wyjść zupełnie zadowolonym.

Trzeba hoffmanowską „Bitwę” potraktować jak komiks. Tak, właśnie. Oczekiwać szablonowych postaci, schematycznej historii, wielu uproszczeń, dużej ilości wizualnych fajerwerków i nadmiernej pompatyczności. Jeśli pójdziemy na seans z takim, a nie innym nastawieniem, zostaniemy sowicie wynagrodzeni. Otrzymamy bowiem produkt przyjemny w odbiorze, trzymający w napięciu, bawiący i wzruszający zarazem, pełny, zamknięty, równy od pierwszej do ostatniej sceny, a przy tym podany w atrakcyjnym opakowaniu.

Obsada? Przekrój najbardziej znanych polskich aktorów, w większości dość dobrze dopasowanych do odtwarzanych postaci (najmniej leżał mi Żebrowski jako premier Grabski). Wszyscy zagrali co najmniej nieźle. Olbrychski budzi szacunek, a nie śmiech, Szyc pokazuje, że choć wybitnym aktorem raczej nie jest, to już wszechstronnym na pewno, Linda po raz kolejny bardzo dobrze odnajduje się w roli tak różnej od Franza Maurera, z którą to kreacją wciąż jest najbardziej kojarzony (wyjątkowo krzywdzący stereotyp), Trocki wygląda jak Trocki. Zgodzić się muszę z częścią recenzentów: Natasza Urbańska nieco zaniżyła poziom. Jeśli jednak zastosujemy sugerowane przeze mnie nastawienie komiksowe, to problem (niemal) przestanie istnieć.

Fabuła? Po pierwsze odtwarzająca w ogólnym zarysie realia historyczne. Po drugie wypełniona różnorodnymi scenami bez jednoczesnego pójścia w przesyt. Obserwujemy całą wojnę polsko-bolszewicką, wraz ze wszystkimi najważniejszymi jej etapami i punktami zwrotnymi (oczywiście uproszczonymi), a jednocześnie śledzimy wątek romansowy dwójki głównych bohaterów. W zasadzie niemożliwym jest pogubienie się w przedstawionej historii, co nie oznacza, że pozostajemy wobec niej obojętni. Ja tam kilkukrotnie odczułem patriotyczną dumę, a raz nawet nieomal się poryczałem. W ramach ciekawostki: zauważalna u Hoffmana jest wyraźna niemożność zupełnego odcięcia się od schematów sienkiewiczowskich. Jan Krynicki (czyt. Borys Szyc) zostaje niesłusznie (czy też nie do końca słusznie) przedstawiony swojej wybrance Oli (Nataszy) jako zdrajca ojczyzny. Kmicic: reaktywacja! No, ale jak się wcześniej wyreżyserowało całą Trylogię, to trudno uciec od podobnych wątków, czyż nie?

Zdjęcia i muzyka? Na światowym poziomie. W zupełnie dobrym tego słowa znaczeniu. Technologię 3D zastosowano umiejętnie, bez przystosowywania na siłę każdej sceny. Oprócz klasycznych ujęć mamy też chociażby fragmenty z niestabilną, chaotyczną pracą kamery, które z racji wcześniejszej pracy Sławomira Idziaka chociażby przy „Helikopterze w ogniu” po prostu musiały wypaść dobrze. Za muzykę zabrał się Krzesimir Dębski, który nie wyszedł poza swój osobisty schematyzm, co w tym wypadku trzeba zaliczyć raczej jako plus, gdyż muzyka (trzymając odpowiedni poziom) pozostaje tłem i pozwala koncentrować się na akcji.

Hoffman najwyraźniej nie chciał stworzyć niczego przełomowego, awangardowego, czy zaskakującego. Postawił na sprawdzone pomysły i sprawdzonych ludzi. Jeśli i my, jako widzowie, nie będziemy oczekiwać przełomu, z pewnością nie będziemy zawiedzeni. „1920 Bitwa warszawska” jest po prostu schematyczną, acz ciekawą, sprawnie opowiedzianą i atrakcyjnie przedstawioną historią. Historią, która przede wszystkim spełnia jedną z podstawowych funkcji kina – daje nam rozrywkę. A przy okazji, właśnie dzięki swemu komiksowemu charakterowi, ma szansę spodobać się na Zachodzie i rozpowszechnić wiedzę o tym, wciąż słabo znanym, etapie historii. Historii nie tylko Polski, ale i świata. I rzeczywiście – recenzje zagraniczne wydają mi się dużo bardziej przychylne, niż nasze, rodzime. Dlaczego tak, panie i panowie?

OCENA:

Pomysł: 3 | Historia: 4 | Aktorzy: 3,5 | Zdjęcia: 4,5 | Dźwięk: 4

Źródła zdjęć: histmag.org, filmweb.pl

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kinonotatki i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „SuperSzyc i WonderNatasza versus Niezniszczalny Lenin z Kosmosu

  1. BezPopcornu pisze:

    Zgadzam się w 100%. Tylko takie podejście ratuje ten film, bo inaczej niestety nie da się nazwać go porządnym. Fajny blog :)

  2. Pandzia Wandzia pisze:

    Gwiazdor w tym roku do Ciebie nie przyjdzie rozczochrańcu, boś niegrzeczny był!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s