Krakowski Beatles Day



„Beatlesi wielkim zespołem byli” – tak (no prawie…) pisał Gombrowicz. Wczoraj wydarzyło się jednak coś, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie tylko byli, ale nadal są. Na całym świecie odbyły się spotkania pod szyldem Beatles Day. Jedno z nich miało miejsce w Polsce, w Krakowie. Było dziarsko!

Cała impreza składała się u nas zasadniczo z czterech części. Na pierwszych dwóch mnie nie było, dlatego też jestem w stanie scharakteryzować je jedynie pokrótce, na podstawie zapowiedzi organizatorów i komentarzy uczestniczących. Najpierw bawiły się dzieci – oglądały (znakomita swoją drogą) kreskówkę „Yellow Submarine”, a potem malowały i rysowały. Miałem okazję obejrzeć ich dzieło – zdolniachy! Następnie wszyscy zgromadzili się w sali konferencyjnej nieocenionej i wspaniałej Biblioteki Jagiellońskiej (mam nadzieję, że dzięki tym słowom umorzą mi dług za przetrzymywanie książek). Tam, zgodnie z hasłem „Meet The Beatles”, przez kilka godzin oglądali i komentowali fragmenty beatlefilmów „A Hard Day’s Night” i „Magical Mystery Tour”.

Piotr Metz przemawia

O 17:00 zaczęła się część trzecia, zatytułowana „You Should Have Known Better”, na której to – oprócz dość sporej rzeszy zróżnicowanych płciowo i wiekowo beatlefanów – zjawili się także goście specjalni. Był to dziennikarz i nieoceniony znawca Beatlesów – Piotr Metz, menedżer muzyczny i kolekcjoner pamiątek związanych z zespołem – Jerzy Tolak oraz Marcin Ciurapiński, którego sylwetka szczerze mówiąc nie jest mi specjalnie znana, ale o którym wyczytałem, że jest założycielem zespołu Big Day oraz – jak się wczoraj okazało – także wielkimi fanem Beatli. I ja tam byłem, a co oczy me uwidziały, to me usta opowiedzą.

Rozmawialiśmy m.in. o początkach fascynacji Beatlesami, o wyjątkowych sytuacjach z naszego życia związanych z Fab Four, o tym, czy powinno się mówić „Bitelsi”, czy „Bitlesi”… Z racji rocznicy śmierci (i urodzin) Johna Lennona lwia część dyskusji skupiła się na jego osobie oraz na nowym filmie „Nowhere Boy” (który nie miał jeszcze premiery w Polsce). Poruszony też został temat Paula – mały spór zapoczątkowało stwierdzenie pana Tolaka, jakoby koncerty McCartneya były w pełni wyreżyserowane, powtarzalne i brakowało w nich emocji, prawdziwości. Na końcu Piotr Metz (który był moim zdaniem nie tylko najlepiej zorientowanym, ale też najrozsądniej wypowiadającym się ze zgromadzonych) słusznie podsumował, że w historii dwudziestowiecznej muzyki rozrywkowej Beatlesi byli najwybitniejszym zespołem, a John i Paul najwspanialszymi kompozytorami. Zaskakujących stwierdzeń i informacji nie było, ale muszę przyznać, że cała dyskusja wypadła bardzo sympatycznie i tak dość… rodzinnie.

The Postman

Po niemal dwugodzinnej dyskusji nastąpiła krótka przerwa, podczas której rozmowy toczyły się nadal, jednak już w mniejszych grupach, a chwilę po dwudziestej, w studenckim „Żaczku” rozpoczęła się ostatnia część krakowskiego Dnia Beatlesów – koncerty (zatytułowane, właściwie nie wiem czemu, „Strawberry Fields Forever”). Pierwsi wystąpili The Postman, czyli – znani chyba większości polskich fanów Fab Four – Beatlesi z Polkowic („koło Liverpoolu”). Muszę przyznać, że pokazali klasę – mieli odpowiednie ciuchy, sprzęt, kolejne utwory wykonywali z radością i zaangazowaniem. Grali głównie kawałki z wczesnych beatlesowych lat, ale pojawiło się też np. polskie „10 w skali Beauforta”.

Po nich wystąpił drugi (i ostatni) coverband, a mianowicie The Beatlmen (po napisie na bębnie wnioskuję, że taki jest poprawny zapis nazwy zespołu – na plakatach, biletach i w internecie widziałem już rozmaite wersje). Chłopcy wypadli nieco gorzej, są też na pewno mniej znani, w związku z czym kolejność występów powinna chyba być odwrotna, ale z tego, co się dowiedziałem, to Postmani musieli po prostu wcześnie się ulotnić i stąd taki stan rzeczy. Zasadniczo jednak drugi koncert też dał chyba wszystkim dużo radości, do tego stopnia, że nawet ja osobiście poszedłem potańczyć (wybaczcie).

Piszczące fanki

All in all, było überpozytywnie. Organizacja nie zawiodła, pogoda dopisała, goście i zespoły zjawili się na czas, wszyscy byli dla siebie mili i radośni, wciąż trwały fanowskie rozmowy. Czuć było żywego ducha Beatlesów. Z dnia na dzień jestem coraz bardziej przekonany, że pamięć o tym zespole (a może raczej Zespole) i jego muzyka przetrwa do końca. I tak przy okazji, nieco spóźnione: wszystkiego najlepszego, Ringo! Wiem, że to przeczytasz, staruszku.

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Długoteksty i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Krakowski Beatles Day

  1. Martin pisze:

    Cześć,
    zajrzałem na Twój blog pierwszy raz, dzięki linkowi na stronie last.fm.
    Zauważyłem, że piszesz ciekawie o muzyce i dlatego chciałbym Ci zaproponować udział w tworzeniu strony o muzyce.
    Jeśli byłbyś zainteresowany to napisz na gg – 4025929. Postaram się wszystko wytłumaczyć i odpowiedzieć na wszelkie pytanie. Myślę, że nic nie stracisz ; )

    Wczorajszy występ świetny, łezka się w oku zakręciła; ))

    Pozdrawiam.

  2. Isel pisze:

    Taak, zdecydowanie The Postman dali popis! Super klimat ogólnie, cała impreza genialna. Zdecydowanie udany dzień. :)
    Pozdrawiam.

  3. Globus pisze:

    Dziwią mnie opinie, według mnie The Beatlemen byli zdecydowanie lepsi, bardziej profesjonalni i mieli lepszy kontakt z publicznością.

  4. Greg pisze:

    Cześć,

    Pozdrawiam i chcę zrobić jedno zasadnicze sprostowanie. Ja też byłem na tej imprezie, a pojechałem do Krakowa szczególnie ze względu na spotkanie z Piotrem Metzem, który w Polsce jest chyba największym specjalistą od TB i Jerzym Tolakiem, który z kolei jest największym w Polsce kolekcjonerem płyt i bootlegów The Beatles. Tak więc byłem tam i kategorycznie zaprzeczam jakoby w imprezie brał udział Waldemar Kuleczka, którego znam osobiście.
    Był w zapowiedziach, ale ostatecznie na imprezę nie dotarł, był natomiast, anonsowany wcześniej Marcin Ciurapiński – kompozytor, autor tekstów, basista i wokalista zespołu BIG Day, a prywatnie również kolekcjoner i wielki miłośnik zespołu The Beatles.

    Pozdrawiam

    • patykowy pisze:

      Dziękuję za sprostowanie. :) Sam też poczatkowo napisałem tylko o panu Ciurapińskim, a słowa o panu Waldemarze dodałem potem, gdy wyczytałem takową informację na innym blogu. Już przywracam notkę do stanu wcześniejszego i jeszcze raz dziękuję. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s