Wyobrażalnia doktora Parnassusa



„The Imaginarium fo Doctor Parnassus” – najnowszy wytwór Terry’ego Gilliama. Zapowiadał się jako barwna, nie do końca typowa opowieść, z ponadprzeciętnie dobrą obsadą aktorską. Co się udało, a co nie? Odpowiedź na to pytanie okazuje się zaskakująco złożona.

„Parnassus”, bo tak brzmi polskie (jak zwykle zadziwiające) tłumaczenie tytułu, opowiada dość szablonową historię. Mamy tu bowiem żyjącego od wielu wieków mędrca (tytułowy doktor P.) reprezentującego siły dobra, który zakłada się z Diabłem – a to o swoja nieśmiertelność, a to o duszę własnej córki. Skojarzenia z „Faustem”, czy też naszym rodzimym Panem Twardowskim jak najbardziej na miejscu. Fabuła jest więc dość prosta, trzeba jednak zwrócić uwagę na zabiegi Gilliama, który próbuje ubarwić (a może raczej odbarwić?) opowieść poprzez osadzenie jej w brudzie współczesnego świata, czy też uczynienie protagonisty alkoholikiem. Jest to zabieg średnio nowatorski, jednak (przynajmniej częściowo) udany.

Gilliam od dłuższego czasu raczy nas swoimi filmami („Bandyci czasu”, „12 małp”, „Las Vegas Parano”, „Kraina traw”… ), które swoją drogą nie schodzą poniżej pewnego poziomu. Trzeba jednak pamiętać, że Terry zaczynał jako członek Latającego Cyrku Monty Pythona, gdzie zajmował się głównie tworzeniem animowanych przerywników. I to przygotowanie widać w „Parnassusie”. Pod względem wizualnym film nie jest może idealny, ale na pewno trzyma się pewnej ustalonej konwencji. Otóż akcja wygląda zasadniczo normalnie… do momentu, kiedy przenosimy się, za pomocą magicznego lustra, do tytułowego Imaginarium. Tam już w grę wchodzą efekty specjalne, przy czym nie skupione na realizmie, jak przy najnowszych produkcjach z Hollywood, ale zamierzenie sztuczne, wyjątkowo barwne i odrealnione. Niczym z pythonowskich wycinanek Gilliama – zdecydowanie na plus. Ścieżka dźwiękowa natomiast nie jest już w żadnym stopniu zaskakująca, czy ponadprzeciętna.

Christopher Plummer, Heath Ledger, Johnny Depp, Colin Farrell, Jude Law – podejrzewam, że większość z was przynajmniej kojarzy każdego z tych aktorów. Wszyscy grają w „Parnassusie”, mamy więc do czynienia z typową „gwiazdorską obsadą”. Jest to spowodowane głównie tym, że Ledgerowi zmarło się w trakcie kręcenia filmu, a Gilliam postanowił, że w pozostałych scenach zastąpi go nie jeden, ale trzech aktorów. Jest to pomysł zdecydowanie ciekawy, jednak nie do końca się sprawdził.

Farrell i Law grają nieźle, jednak metaforyczny balonik aktorskiej wielkości Deppa i Ledgera, pompowany przez ich fanów oraz część krytyków, po raz kolejny pęka przy zderzeniu z rzeczywistością. Obaj panowie są po prost przeciętni – Ledger nawet nie zbliża się do kreacji z „Mrocznego rycerza” (która wg mnie też nie była niczym hiperfantastycznym – po prostu śmierć po raz kolejny okazała się najlepszą reklamą), natomiast postać stworzona przez Deppa wygląda wtórnie, prawie identycznie jak te w „Piratach z Karaibów”, „Sekretnym oknie”, „Las Vegas Parano”, czy „Jeźdźcu bez głowy”. Szkoda, że Johnny nie jest, ale tylko bywa bardzo dobrym aktorem. Na plus natomiast zaliczyłbym zarówno grę Plummera, jak i Toma Waitsa. Byłem przekonany, że ten drugi zostanie zepchnięty na margines, pojawiać się będzie tylko od czasu do czasu, jednak stało się zupełnie inaczej, co jest jednym z większych plusów filmu. Lepsze są tylko nogi Lily Cole.

Gilliam nie stworzył żadnego wielkiego dzieła, ale nie zaniżył też utrzymywanego od tylu lat, dość wysokiego poziomu. „Parnassus” jest bardzo ładny wizualnie, opowiada interesującą historię, raczej nie pozwala się nudzić. Warto się więc wybrać do jakiegoś tam „sinema siti” i wrzucić parę złotych (groszy?) do kieszeni Terry’ego. Zwłaszcza, że obecnie na ekranach nie ma chyba niczego lepszego (może „Avatar”? – przekonam się za tydzień). A poza tym Ledger więcej w filmie Gilliama nie zagra, co z pewnością należy uczcić – chociażby właśnie wycieczką do kina.

OCENA:

Pomysł 4 | Historia 3,5 | Aktorzy 4 | Zdjęcia 4,5 |Dźwięk 3,5

Źródło zdjęcia: filmweb.pl

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kinonotatki i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Wyobrażalnia doktora Parnassusa

  1. podstępny bluszcz pisze:

    „Szkoda, że Johnny nie jest, ale tylko bywa bardzo dobrym aktorem.” Ale za to jest seksi :s

  2. Tiger pisze:

    Ciężko mi się jest zgodzić z aż tak wysoką oceną tego filmu. Sam oceniłbym go raczej na 3/5. Już wyjaśniam dlaczego.
    Po pierwsze mimo iż Ledgera zastępują Jack Sparoww, Alexander oraz dr. Watson, konwencja wykorzystania czterech aktorów do odegrania postaci Toniego zdaje się wydawać sztucznie. Doskonale możemy wskazać moment zdjęć w którym Ledger umarł. Ewidentnie brakuje zakończenia całej historii w rzeczywistości. Pomysł byłby ciekawy, kiedy byłby przeprowadzany konsekwentnie od początku, a w takiej sytuacji w jakiej znalazł się reżyser było (wydaje mi się) to niemożliwe.
    Po drugie zakończenie aż woła o pomstę do nieba. Albo ja czegoś nie zrozumiałem, albo w ogóle nie trzyma się to wszystko kupy (Co, nagle diabeł to jest ten dobry?)
    Po trzecie muzyka – masakra. Aż ciężko uwierzyć, że mogła ona zostać stworzona przez tą samą osobę, co muzyka z Silent Hill.
    Po czwarte, większość akcji w Imaginarium nie ma jakiegoś związku, ciągu, całości. Mimo iż konwencja „cukierkowo-bajkowa” jest ciekawa, to jednak treść zawiodła moje oczekiwania.
    Na plus na pewno można zaliczyć rolę Toma Waitsa jako diabła – super klimatyczna i Andrew Garfielda jako Antona, które wydaje mi się, wyrosły ponad ten film.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s