Dlaczego gardzę… muzyką „alternatywną” i „indie”



Dzisiaj wyjątkowo krótko, bo sprawa jest w gruncie rzeczy prosta. Zacznijmy od rzeczy nudnej, ale wiele mówiącej, a więc statystyk – przeglądnijcie sobie najpopularniejsze tagi na Last.fm, albo aktualne notowania Billboardu. Jeśli nie chce wam się ich analizować, to musicie uwierzyć mi na słowo: od dłuższego czasu najpopularniejszymi gatunkami, czy też kategoriami w muzyce są „rock alternatywny” oraz „indie” (nie licząc tak ogólnych pojęć jak „rock”, czy „electronic”). I tutaj dochodzimy do sedna sprawy.

Zastanawiam się bowiem, jak taka sytuacja ma się do definicji tych dwóch gatunków. Jako „indie” zawsze określano zespoły, które wydawały albumy w niezależnych, małych wytwórniach. A jak jest w rzeczywistości teraz? The Kooks nagrywają dla Virgin Records, Radiohead dla Parlophone, a np. Domino Recording Company (ci od Franz Ferdinand, The Kills, czy Artcic Monkeys) jest bardzo ściśle powiązane z Sony BMG. W Polsce uważające się za indie Sissy Records (Smolik, Cool Kids of Death, Ścianka), to także oddział koncernu BMG.

Co się zaś tyczy tzw. rocka alternatywnego… Popatrzcie jeszcze raz na statystyki (albo po prostu rozejrzyjcie się wokół),  przypomnijcie sobie znaczenia słów „alternatywa”, „alternatywny” i odpowiedzcie mi: jak alternatywą może być coś, co zajmuje tak wielki kawał rynku muzycznego (a już zwłaszcza rynku muzyki rockowej)?! Zupełną natomiast śmiesznością są dla mnie określenia gatunkowe typu „pop alternatywa” (tak np. określała się polska grupa Czelsi). Przecież to już jest jakiś oksymoron.

I wyjaśnienie na koniec: nie neguję ani istnienia, ani wartości zespołów indie oraz alternatywnych (sam ostatnio zainteresowałem się chociażby twórczością Fleet Foxes). Stwierdzam natomiast z całą pewnością, że obydwa te miana są obecnie nadużywane. Zastanówcie się przy okazji nad pewną sprawą – otóż muzyka jest przede wszystkim muzyką, a jej dodatkowe wartości, takie jak chociażby nonkonformizm, powinny stanowić jedynie tło dla melodii i tekstów. Dlatego też uważam, że wielbienie jakiegoś wykonawcy, „bo taki alternatywny, offowy i w ogóle rebel” jest kompletną głupotą.

Źródło zdjęcia: longedomar.wordpress.com

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Długoteksty i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Dlaczego gardzę… muzyką „alternatywną” i „indie”

  1. Henrycjusz pisze:

    I do tego wyglądają jak cioty!

  2. b`boy pisze:

    więc Henrycjusz wygląda 100% hetero zakładam… „powiedz mi czego słuchasz, a powiem ci kim jesteś„

    Patykowy, jako że na ten „gatunek„ nastała moda wytwórnie wyciągają chłopców z piwnic i podpisują masowo kontrakty, co niszczy ideologiczne indie. Właściwie indie nie powinno być gatunkiem a jedynie stadium początkowym zespołu o profilu muzycznym, bo przecież chyba każdy zespół chce powiększać grono fanów co pociągnie konsekwencje. Nieodkryci zagrają na Dior Homme fashion show i już są odkryci i teoretycznie powinni zrezygnować i wykreślić wszelakie indie ciągnące się z nimi. Pytanie moje brzmi czy gdyby zmieniono nazwę gatunku z indie rock na np. 4CCGR (czterech chudych chłopców grających rock) to przestaniesz nimi gardzić i dyskusje uznamy za zakończoną?

    • patykowy pisze:

      Myślałem, że jeśli zaznaczę coś w zakończeniu, to nie będzie problemów, ale widocznie muszę powtórzyć:

      „(…) nie neguję ani istnienia, ani wartości zespołów indie oraz alternatywnych (…). Stwierdzam natomiast z całą pewnością, że obydwa te miana są obecnie nadużywane.”

      Masz już więc odpowiedź na swoje pytanie – nie gardzę owymi chudymi chłopcami (no chyba, że przy okazji grają straszną kupę ^^), ale sposobem użycia terminu „indie” w dzisiejszym świecie. Wesołych Świętów. =)

  3. sicz pisze:

    z Twojego „artykułu” dowiedziałem się tyle, co zawiera w sobie temat, czyli że gardzisz tym całym indie czy alternatywą. ale Twoje argumenty czy tam podstawy do tej pogardy jakie w nim opisujesz to taka śmieszna kupa, że lepiej uformuj ją inaczej. bo wg. Ciebie świat jest do dupy a indie nie jest indie jeśli nie jest wydawane w małej wytwórni. alternatywna bez przeszkód może zajmować „wielki kawał rynku muzycznego”, o ile każdy zaspół który do niej należy jest na swój sposób różny od poprzedniego -> alternatywny. a czy on jest czy tez nie, nie jesteś w stanie mi udowodnić, nie znasz ich wszystkich. no a kiedy byś je już poznał, tak wzdłuż i piętrowo, wydaje mi się, że doszedłbyś do wniosku, że każdy na swój sposób jest alternatywny i za czym idzie, sukcesywnie i w pełni prawnie tworzy ten „wielki kawał”.

    • patykowy pisze:

      “Twoje argumenty to śmieszna kupa” – to dla odmiany brawurowa argumentacja. ^^

      Wyraźnie stwierdziłem, że w tym artykule poruszam tylko jedną, konkretną kwestię – można nazwać ją językową – związaną z szeroko pojęta alternatywnością i niezależnością muzyki. Zdecydowanie chybionym jest więc twój zarzut, jakobym nie skupił się na “inności” każdego zespołu po kolei – przecież nie taka była moja intencja. Po prostu szukasz czegoś, czego nie miało tu być (tak na chłopski rozum, żebyś znowu źle nie zrozumiał/a).

      Poza tym (to akurat dla kontrkomentatorów typowe) wkładasz mi w usta coś, czego nie powiedziałem. Co więcej – nigdy tak nie uważałem. Otóż jestem baaardzo daleki od twierdzenia, że “świat jest do dupy”. Nawet jeśli czytam podobne komentarze. =)

      I powtórzę po raz trzeci (bo też chyba tego nie zauważyłeś/łaś): nie twierdzę, że każdy zespół określający się jako alternatywny/indie jest automatycznie bezwartościowy. Sprzeciwiam się jedynie obowiązującemu nazewnictwu, bo jest mylne, wprowadza ono ludzi w błąd i daje im niejednokrotnie fałszywe poczucie ekskluzywności (podczas gdy brną w pop-papce).

      Pozdrawiam.

  4. aleksander pisze:

    Hej młody buntowniku, z napisem „wypierdalać” i czarnym szaliku… Widzę, że przejmujesz zjebany pogląd, ze jak coś się już łączy z dużymi pieniędzmi to na bank jest chujowe i to masa kału dla plebsu. Bo jeśli ktoś wydaję dla BMG to na bank sprzedał duszę diabłu. Druga sprawa którą poruszasz to ciężar gatunkowy słów-„alternatywa” oraz „indie”. Ok. Może tak. Mówi się np. że coś jest światowe, że ktoś jest „obywatelem świata”, albo że coś ma brzmienie na światowym poziomie. Czy myśląc o tym wyobrażasz sobie to wszystko jako kule ziemską widzianą z kosmosu: różne odcienie, błękitną wodę oceanów, zielone kontynenty poorane górskimi pasmami? Ogarnij się. :D

  5. aleksander pisze:

    A to, że twoja argumentacja jest natury lingwistycznej, i uderza tak naprawdę tylko w stronę jezykową problemu, w ogóle żre się cholernie z tytułem „gardzę indie”. Teraz:
    „Miodek w telewizji mówi o tym, że nie mówi się weszłem do sklepu tylko wszedłem. Gardzę czasownikiem weszłem”. No cholernie bezsensowny jest twój wpis. Zdecyduj się więc najpierw w co chcesz rzucić butelką z benzyną. Później dopiero wrzucaj to do internetu.

    • patykowy pisze:

      Źle strzeliłeś – uwielbiam komercję. Niemalże każdy z moich ulubionych wykonawców był/jest popowy, większość z nich zarobiła kupę kasy, nie jest dla mnie problemem nazwanie Beatlesów boysbandem, rzygam „młodymi buntownikami”, nie przepadam za tzw. „ambitnym” kinem europejskim, natomiast kocham naszpikowane efektami specjalnymi, epickie superprodukcje z Hollywoodu. I jem w McDonaldzie. ^^

      I dalej… Wspomnianych Beatli wydawało m.in. EMI. To ogromna korporacja. Mam jakieś „ale”? Żadnych. Cool Kids of Death wydaje równie ogromne Sony BMG. Czy to mi przeszkadza? Nie. Mimo tego CKoD uważają się niezależnych, oryginalnych rebeliantów. Czy to mi wadzi? Tak, to już tak. Oczywiście nie jest to powodem mojej bezsenności lub podwyższonego ciśnienia – próbuję jedynie zwrócić na ów problem uwagę zapatrzonych w podobne zespoły ludzi. Taka prywatna krucjata. ;)

      Co zaś się tyczy sformułowania „Dlaczego gardzę…” oraz zawartości artykułu – otóż nie wiem czy wiesz, ale tytuł ma spełniać różne funkcje. Ma mianowicie zwracać uwagę, informować, szokować, bla bla… Nie powinien natomiast streszczać całości wypowiedzi – wtedy np. gazety codzienne składałyby się z samych tytułów. ^^ Jak jest w moim przypadku? Dwa pierwsze słowa („dlaczego gardzę”*) umieszczają ten artykuł w serii innych, podobnych (tak, tych krucjatowych). Natomiast po trzech kropkach masz informację o zawartości tej konkretnej wypowiedzi. Jest to oczywiście stanowisko uogólnione, w zasadzie nawet sprzeczne z ostatnim akapitem artykułu. Ale taka przecież rola tytułów – muszą być ogólne i krótkie. I przy okazji wiem, kto z komentatorów doczytał artykuł do końca. =P

      Dzięki za kontropinię i na koniec jeszcze mała prośba – następnym razem ogranicz ilość „chujów” i „wypierdalania”.

      * – Z jednym mogę się zgodzić: samo sformułowanie „dlaczego gardzę” jest niestety średnie, dość – rzekłbym – gejowe. ^^’

  6. cebula pisze:

    Odezwał się ten, co niby, jak ciota nie wygląda ;)

  7. loc pisze:

    nazwy ‚indie’ i ‚rock alternatywny’ straciły swoje pierwotne znaczenia, ewoluowały na potrzeby zaistniałej sytuacji. to chyba oczywiste, bo jak niby nazwać to co się dzieje obecnie w muzyce? po za tym nie przejmuj się zbytnio statystykami lastfm. wydaje mi się, że korzysta z niego mniejsza część ludzi, słuchającej muzyki na świecie. i akurat większość osób posiadających lastfm, słucha muzyki, której nazwą gardzisz. lastfm jest popularny wśród tych właśnie osób. ja myślę, że to świetnie, że ludzie słuchają mniej tandety, która nas zalewa i atakuje ze wszystkich stron.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s