Dlaczego gardzę… Red Hot Chili Peppers



Są na tym świecie wykonawcy, którzy zyskali dużą popularność, ale grają muzykę bez praktycznie żadnych wartości artystycznych. Jest to sprawa normalna, ludzie o tym wiedzą, co najmniej część naszej populacji ma świadomość badziewności takiej twórczości. Czasem jednak trafi się na rynku taki zespół/piosenkarz, który jest tak samo (lub niemalże tak samo) bezwartościowy, ale z różnych powodów zdobywa nie tylko popularność, ale też uznanie pewnych (szerszych) kręgów. To już jest sprawa zdecydowanie niefajna, dlatego też postanowiłem się nią zająć.

Jednym z bardziej popularnych aktualnie zespołów takiego pokroju są Red hot Chili Peppers. Zgadza się – rozpropagowali i nieco dopracowali brzmienie tzw. funk rocka. Na tym jednak ich zasługi się kończą, a Kiedis i reszta bandy męczą nas wtórnością swoich utworów już od zdecydowanie zbyt długiego czasu. Nie chcę tu przeprowadzać długiego i nudnego wywodu – marność RHCP ukażę wam na prostym przykładzie.

Otóż weźmy trzy utwory. Każdy z nich wykonuje inny wykonawca, każdy utrzymany jest w  z u p e ł n i e  innym stylu. Mamy acid rockowego Hendrixa, folk-rockowego Dylana i Williamsa z jego country. Możecie oczywiście owych utworów nie znać, więc nie wypiszę ich tytułów, tylko zarzucę odpowiednimi linkami.



A teraz przechodzimy do rzeczy. RHCP są znani z tego, że lubią wykonywać covery cudzych piosenek. Niestety ich niska ambicja muzyczna sprowadza owe, często bardzo różnorodne, utwory niejako do wspólnego mianownika. Mówiąc prościej: każdy kawałek brzmi w zasadzie tak samo. Przykłady? Proszę bardzo. Przypomnijcie sobie, jak brzmiały (skądinąd genialne) utwory zaprezentowane wyżej i…



Bardziej upodobnić do siebie tak rożnych kawałków już chyba się nie dało. Jedyne co je różni, to te elementy linii melodycznej, których fragmenty przetrwały proces coverowania. Ta sfera, gdzie w buciorach wleźli RHCP jest już w zasadzie zhomogenizowana. Wniosek? Red Hot Chili Peppers uzyskali popularność grając swojego funk rocka, nie potrafią jednak zaoferować niczego innego, zamknęli się w ciasnym, zbudowanym przez siebie pudełku. I ciągną to już od naprawdę długiego czasu. A wy wciąż uważacie ich za objawienie. Litości!

Odpierając zarzuty:
1) Tak, artykuł ten jest wybiórczy. Przecież nie zaprezentuję całych dyskografii czterech wykonawców, co nie?
2) Tak, jest to moja subiektywna opinia. Trudno żeby było inaczej…
3) Nie, RHCP nie są konsekwentni. Oni są ubodzy muzycznie.
4) Gdyby ktoś potrzebował innych przykładów, to może sięgnać chociażby po „They’re Red Hot”, które w oryginale wykonywał bluesman Robert Johnson.

Źródło zdjęcia: last.fm

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Długoteksty i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Dlaczego gardzę… Red Hot Chili Peppers

  1. ja-prozac pisze:

    Rollercoaster of love tez zepsuli.

  2. niepodobający się cover, czyli zespół jest "marny" (!?) pisze:

    taka mała wstawka… z punktu widzenia grupy muzycznej, coverowanie cudzego utworu, to zagranie go z własną interpretacją. uważam, że peppersi nie chcieli grać coverów tak, jak w oryginale. jaki miałoby to sens? chyba jednak chodziło o to, aby zrobić to po swojemu.

    znając praktycznie całą twórczość red hot chili peppers mogę powiedzieć z całą pewnością, że nie są oni ubodzy muzycznie. posiadają utwory z, mimo wszystko, dużą różnorodnością stylistyczną, mimo iż obracające się wokół tego samego ducha (przykładów sporo, jeśli kogoś temat interesuje, warto zwrócić na to uwagę i się przekonać. utwory z różnych lat i albumów: walkin’on down the road – the brothers cup – stone cold bush – under the bridge – walkabout – emit remmus – can’ stop – turn it again – she’ only 18). co więcej, dobrze widać to również przy porównywaniu samych albumów.

    co do owego ubóstwa muzycznego, warto zauważyć również inne przeciwstawiające się fakty:
    w porównaniu do innych znanych i cenionych zespołów, wyjaskrawiona, solidna partia instrumentalna, dzięki czemu w utworze nie tylko wokal przyciąga dużą część uwagi i zainteresowania;
    oryginalna linia basowa, solówki i jammingi basisty, jakie nie często występują w takich zespołach, a nigdy (z mojego doświadczenia) w tak doskonałym połączeniu z grą gitary, aby obie partie były równoległe i ambitne (nie jak w przypadku tradycyjnych zespołów, gdzie gitara basowa i rytmiczna stanowią tło dla gitary prowadzącej);
    szczególnie cenione improwizacje gitarzysty, jego styl, inspirowany na wielkich osobistościach, takich jak hendrix, a jednak niezwykły i niespotykany (tutaj można odwołać się właśnie do tych improwizacji, lub do solowych nagrań johna i jego muzycznych projektów pobocznych)

    sądzę, że jeśli pasjonat muzyki zamierza na tyle bezpośrednio i dobitnie określać twórczość jakichkolwiek muzyków, powinien najpierw przede wszystkim skupić się na niej, zauważyć pewne fakty i przedstawiać argumenty, które potwierdzają pierwotne założenie założenie, pomimo istnienia tych właśnie faktów…
    peppersi są tak”marni”… ale mimo to szczerze polecam zapoznanie się z materiałami zarówno studyjnymi, jak i nagranymi podczas koncertów. warto je przemyśleć, zauważyć pewne specyficzne cechy dla tego zespołu i jego stosunku do tego, czym jest muzyka. wtedy okaże się, że jest sporo aspektów, do których trzeba znaleźć mocne argumenty, żeby potwierdzić owe negatywne tezy. ludzie kultury nie lubią niedopracowania i słów bez solidnego uzasadnienia.

    • patykowy pisze:

      Z powodu wyjątkowo ogólnikowych stwierdzeń (zwłaszcza ostatni akapit) mogę się odnieść tylko do części twojej wypowiedzi. ^^

      1) „z punktu widzenia grupy muzycznej, coverowanie cudzego utworu, to zagranie go z własną interpretacją. uważam, że peppersi nie chcieli grać coverów tak, jak w oryginale. jaki miałoby to sens? chyba jednak chodziło o to, aby zrobić to po swojemu.”
      Zgadzam się. Zauważ, że nigdy tego Peppersom nie zarzucałem. ^^ Dobry utwór zawsze warto (dobrze) covernąć. Problem w tym, że niemalże każdy cover brzmi w wykonaniu RHCP tak samo, co jest dość prostym dowodem na ich ograniczenie muzyczne. A tego przecież chciałem w powyższym artykule dowieść.

      2) „w porównaniu do innych znanych i cenionych zespołów, wyjaskrawiona, solidna partia instrumentalna, dzięki czemu w utworze nie tylko wokal przyciąga dużą część uwagi i zainteresowania”
      Akcent na instrumenty to przecież cechy tak dużej rzeszy wykonawców, że nawet nie podejmę się ich wymienienia! Zaiste dziwny to argument. O.o W zasadzie każdy zespół, który jest dość mocno zakorzeniony w bluesie, czy też (zwłaszcza) w jazzie może się tym pochwalić.

      3) „oryginalna linia basowa, solówki i jammingi basisty, jakie nie często występują w takich zespołach, a nigdy (z mojego doświadczenia) w tak doskonałym połączeniu z grą gitary, aby obie partie były równoległe i ambitne”
      Tutaj odpowiem krótko: The Who, Cream, a nawet częściowo Thin Lizzy.

      Dziękuję za opozycyjną, stosunkowo konstruktywną opinię i pozdrawiam. =)

  3. harley quinn pisze:

    ja tam lubię RHCP :P <3

  4. Parol pisze:

    Możesz mówić co chcesz na RHCP, ale to, że nie posiadają umiejętności muzycznych to przegięcie. Pooglądaj sobie, nawet na YT fragmenty filmu „Flea bass lesson”, może zmienisz zdanie. Owszem, ich aktualne utwory są nijakie, takie pop rockowe pitolenie, ale energii z czasów „Mother’s Milk” czy „Blood Sugar Sex Magick” można im tylko pozazdrościć. Slava!

    • patykowy pisze:

      Teraz mi pokaż, Tomku, gdzie napisałem o braku umiejętności u członków RHCP. =D Umiejętności techniczne zdecydowanie mają. Wykorzystują je jedynie w zły sposób, na ograniczonym muzycznie polu – i o tym pisałem. Miłego wolnego. ^^

  5. huhuhu pisze:

    masz ip przy komentarzach? :D

  6. Parol pisze:

    Hmmm… Wielu zespołom zarzuca się, że odchodzą od swojego stylu i starają się eksperymentować z dźwiękiem/brzmieniem. Z drugiej strony, jak ktoś zostaje przy swoim stylu to też się na nich pieski wiesza…ojojoj. Przykład bardziej z mojego podwórka – Metallica! Po wydaniu „Load” w 1996r. wielu fanów uznało, że to syf i nie będą tego słuchać. Metallica po prostu nagrała taki album, na jaki miała ochotę. Byli już wtedy ustawieni…
    Z przeciwnego bieguna – Iron Maiden. Niejeden raz miałem okazję rozmawiać z fanami Maidenów, którzy zarzucają im zjadanie własnego ogona. W kółko to samo i samo. Jakby to powiedzieć – jak nie urok, to sraczka ;-) Szanuję Twoje zdanie, w końcu to jak najbardziej subiektywna opinia (inna w takim wypadku być nie może!). Zresztą…co człowiek to gust;)

  7. T-Virus pisze:

    Ciekawy punkt widzenia – szczerze mówiąc, nie myślałem o RHCP w takich kategoriach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s