Beatlesi odświeżeni



Wymyśliłem sobie studia, no i mam. Tak – to stąd to masakryczne opóźnienie na blogu. Teraz jednak już wszystko nieco ogarnąłem i z pewnością wrócę powoli do bardziej regularnego pisania. A powrót ów rozpoczynam od recenzji (czy też może raczej opisu) rzeczy niezwykle ważnej…

Wspominałem już uprzednio, że dane było mi zapoznać się dogłębnie z najnowszym wydawnictwem Apple – zremasterowanymi wersjami wszystkich najważniejszych płyt najwybitniejszego zespołu rockowego wszechczasów, czyli Beatlesów. Box zawierający wszystkie krążki (ja posiadam wersję stereo) składa się z czternastu albumów (w tym dwóch dwupłytowych) oraz dodatkowego DVD z krótkimi (każdy ok. 4 minut) filmami dokumentalnym na temat powstawania kolejnych dzieł Beatli. Przesłuchałem wszystko na rożnych zestawach głośników oraz na słuchawkach, przeczytałem informacje w bookletach, oglądnąłem filmy … Mogę oceniać!

Z pewnością najważniejszą sprawą jest dźwięk. Wbrew obawom niektórych ekipa remasterująca nie dokonała żadnych wielkich ingerencji, które można by nazwać obrazoburczymi. Największe różnice słychać chyba przy pierwszych albumach. Są one jakby czystsze, przestrzeń zapełniona dźwiękami wydaje się bardziej pusta. Muzykologii jednak nie ukończyłem i nie chciałbym palnąć w tej kwestii jakiejś gafy. W każdym razie: jest na pewno b. dobrze.

Wspomniane krótkie dokumenty nie są niczym nadzwyczajnym. Z racji swojej niedługości nie prezentują właściwie żadnych odkrywczych informacji, materiałów. Mogą jednak być ciekawostką np. dla osób, które nie miały nigdy styczności z Antologią (czy to książkową, czy też filmową). O wiele bardziej interesującą rzeczą okazały się dla mnie booklety, czyli książeczki wewnątrzpłytowe.

Na większości z nich wydzielić możemy trzy fragmenty: oryginalną zawartość takowej broszury (informacje od agentów prasowych, zdjęcia, teksty piosenek), oraz dwie nowości, a więc notatki historyczne i informacje prezentujące proces nagrywania utworów.  Najbardziej uprzyjemniają słuchanie płyt te ostatnie. Co prawda owe wiadomości możemy odnaleźć także porozrzucane po innych źródłach, ale moim skromnym zdaniem ogromną radochą dla każdego melomana jest możliwość jednoczesnego słuchania albumu i analizowania sposobu jego powstawania. Wielki plus.

Płyty zapakowano w tak zwane digipaki, co wg mnie nie jest akurat posunięciem najrozsądniejszym. Wyglądają one rzeczywiście dość ładnie, momentami nasuwają skojarzenia z oryginalnymi wydaniami winylowymi, ale okazują się bardzo niepraktyczne. Przy wyciąganiu krążków z wydawnictw dwupłytowych (chociażby Białego Albumu) trzeba bardzo uważać, żeby nie uszkodzić (podrzeć) opakowania, bo całość złożona jest niezwykle ciasno. Trochę lipa. O wiele lepiej sprawuje się cały box, w którym schowane są albumy. Zamyka się on za pomocą skrzętnie ukrytych magnesów, a w wyciąganiu płyt z samego dna pomagają dwie poręczne tasiemki. Rozwiązania proste, ale miłe i praktyczne.

Noty owemu wydawnictwu  wystawiał nie będę, bo należałoby też ocenić każdy album z osobna, a zrecenzowanie całej twórczości Beatlesów z marszu byłoby wyjątkowo głupią głupotą. Wspomniałem jednak o najważniejszych wadach i zaletach całości, a na zakończenie mogę dodać jeszcze, że jeśli ktoś posiada wystarczająco dużo pieniędzy i uważa się za fana muzyki rockowej, to musi takie cudo koniecznie zakupić. Amen.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Długoteksty i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s