Pięciu wykonawców, których nie poznałbym, gdyby nie internet



Możemy narzekać na World Wide Web, na rosnącą głupotę użytkowników sieci, psioczyć na tzw. dzieci Neostrady, ale gdyby nie internet to… no właśnie – co? Otóż gdyby nie jego przepastne zasoby, to być może nie poznałbym (lub poznałbym dużo później) wielu wartych uwagi wykonawców. A oto i ich krótka lista (kolejność nie ma znaczenia)…

Captain Beefheart (& His Magic Band)
bifhartJuż nawet nie pamiętam, jak trafiłem na wzmiankę o Beefhearcie. Chyba po prostu grzebałem w Wikipedii. Tak czy inaczej znajduje się on teraz w pierwszej piętnastce najczęściej słuchanych przeze mnie wykonawców (a znam go stosunkowo od niedawna). Jego twórczość najczęściej charakteryzuje się słowem „awangarda”. I rzeczywiście – jeśli ktoś z was spróbuje posłuchać sztandarowego dzieła Kapitana – „Trout Mask Replica” (1969), to z pewnością zgodzi się z owym określeniem. Ja jednak ukochałem sobie bifhartową twórczość ze względu na jego wcześniejszy (pierwszy) longplay, który zwie się „Safe As Milk” (1967). Nie jest on jeszcze tak dziwaczny, ale widać tu już zarówno nietypowe podejście Dona Van Vlieta (bo tak zwie się naprawdę Kapitan), jak i umiejętności Magic Bandu, z którym gra.  Najmocniejszymi fragmentami albumu są wg mnie: „Sure ‚Nuff ‚n Yes I Do”, „Zig Zag Wanderer”, „Dropout Boogie”, „Electricity” oraz „Abba Zaba”. Wymieniłem prawie połowę płyty, ale co poradzę – taki to dobry album. Jeśli tylko ktoś lubi blues rocka, (wczesnego) rhythm & bluesa oraz nietypowe podejście do spraw muzycznych, to powinien się „Safe As Milk” zdecydowanie zainteresować.

The Ventures
wenciursKilka lat temu szukałem w internecie surf rocka. Natknąłem się m.in. właśnie na The Ventures, ale ich utwór, który wtedy przesłuchałem nie był dokładnie tym, czego pragnąłem, więc wrzuciłem chłopaków w zakurzony kąt mojego umysłu i szukałem dalej. Jakiś rok temu trafiłem natomiast na wzmiankę o albumie „The Colorful Ventures”, na którym to każdy utwór ma jakiś kolor w tytule. Uwielbiam takie koncepty, więc dorwałem ich składankę i… są wspaniali! Grają instrumentalnie (nie-ma-wokalu!), więc ci, którzy stawiają głównie na sferę liryczną, mogą się nieco zawieść. Ja jestem jednak zupełnie usatysfakcjonowany twórczością Venturesów. Najdoskonalej nadaje się ona jako tło przy codziennych zajęciach. Taki życiowy, osobisty soundtrack. Zresztą posłuchajcie tylko motywu z „Hawaii Five-O” w ich wykonaniu!

Tom Waits
uejtsTego koleżkę poznałem całkiem niedawno. Jego twórczość dzieli się zazwyczaj na dwie części. Na początku Tom był jakby Frankiem Sinatrą z gorszej dzielnicy. Śpiewał ballady chrypiącym głosem, z nagrań sączył się zapach zadymionego pubu. Już samo to jest stosunkowo oryginalne, jednak Waits na klimacie nie poprzestał i od płyty „Swordfishtrombones” (1983) zauważamy wzrost wartości artystycznej jego twórczości. Od tej pory można ją już z powodzeniem określić jako wypadkową między Bobem Dylanem i wspomnianym w tej notce Cpt. Beefheartem. Jest groteskowo, jest chrypiąco, jest nietuzinkowo zarówno pod względem tekstów, jak i aranżacji. Póki co najlepszą jego płytą wydaje się mi być „Rain Dogs” (1985). Co do utworów natomiast, to najbardziej przypadły mi do gustu:  „Singapore”, „Clap Hands”, „Big Black Mariah” oraz „Gun Street Girl”.

New York Dolls
niujorkdolsO tym zespole nie mogę również powiedzieć tyle, ile bym chciał, a to dlatego, że słuchałem tylko jednej ich płyty (nie wydali ich zresztą wiele więcej).  Mogę jednak z pewnością stwierdzić, że jeśli ktoś sądzi, iż punk rocka zapoczątkowali Sex Pistols, czy też Ramones, to jest w niejakim błędzie. Pierwsi byli właśnie New York Dolls! I ja osobiście nie nazwałbym ich wcale zespołem proto-punkowym w rodzaju wczesnych, garage rockowych The Stooges. To punk pełną gębą: szybki, ordynarny, oparty na prostym rock & rollu. Prawdziwości temu stwierdzeniu dodaje fakt, że Malcolm McLaren, uważany za współtwórcę sukcesu Sex Pistols, był wcześniej managerem… właśnie NYD. Chłopak podpatrzył co dobre i czym prędzej skopiował. Debiutancki album zespołu z 1973 roku rozpoczyna się mocnym uderzeniem – „Personality Crisis” i jest to chyba mój ulubiony utwór Dollsów. Warto też zauważyć, że image zespołu dał początek aparycji gwiazd późniejszego glam rocka.

The Pretty Things
pritifingsIch również znalazłem na Wiki podczas poszukiwań albumów konceptualnych. Preety Things początkowo byli jednym z wielu brytyjskich zespołów grających rhythm & bluesa, później zaczęli nieco kombinować z freakbeatem i psychodelą. Najważniejsze dzieło wydali jednak w roku 1968. Była to płyta „S.F. Sorrow”. Nie dość, że na owym krążku znalazło się kilka wspaniałych, melodyjnych i znakomicie zaaranżowanych utworów, to wszystkie one opowiadają ładną, składną i sensowną historię tytułowego pana Sorrowa. Nie można owego albumu nazwać pełnoprawną rock operą, bo w całej fabule nie połapalibyśmy się, gdyby nie krótkie notki wydrukowane w książeczce załączonej do płyty. Jest to jednak z pewnością jeden z pierwszych concept albumów. Przy tym bardzo dobry. Najbardziej lubię „She Says Good Morning” – wam też się spodoba. Nie kończcie jednak procesu poznawaniu Preety Thingsów na „S.F. Sorrow”. Możecie też sięgnąć chociażby po „Emotions” z 1967.

No i to by było na tyle, chłopcy i dziewczęta. Niedługo kolejne artykuły z serii „pięciu wykonawców”.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Pięciozbiory i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Pięciu wykonawców, których nie poznałbym, gdyby nie internet

  1. Abe pisze:

    Wiesz co Ci powiem? Żadnego nie znam :D. Tylko The Venturas gdzieś mi się o uszy obili :).

  2. patykowy pisze:

    New York Dolls mogą ci się spodobać. =)

  3. Abe pisze:

    Hah, no właśnie zauważyłem, że mam parę ich piosenek i są na mojej liście „Wanted” :). Wcześniej nawet nie widziałem :).

  4. kryska pisze:

    o tak, dzięki netowi wpadł mi w ucho cover R.Johnsona „Me and the Devil” w wykonaniu Ptaceka, c-u-d-o!!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s